Darmowy hosting istnieje i czasem ma sens - do nauki, testów, projektu na tydzień. Dla strony firmowej to jednak niemal zawsze zły interes, bo płacisz czymś innym niż pieniądze: wiarygodnością, danymi albo dostępnością strony.
Siedem typowych kosztów „darmowego”
- Reklamy na Twojej stronie - operator wstawia banery, na które nie masz wpływu. Bywa, że wyświetlają konkurencję.
- Subdomena zamiast domeny - adres typu twojafirma.darmowyhosting.pl wygląda amatorsko i nie zbudujesz na nim pozycji, bo przy przeprowadzce tracisz wszystko.
- Brak kopii zapasowych - awaria dysku oznacza koniec strony. Bezpowrotnie.
- Limity, które budzą się w najgorszym momencie - transfer wyczerpany w połowie miesiąca to strona wyłączona do pierwszego.
- Wyłączenia bez ostrzeżenia - regulaminy darmowych usług pozwalają skasować konto za „naruszenie zasad” bez wyjaśnień i bez zwrotu danych.
- Brak wsparcia - gdy coś nie działa, zostajesz z forum sprzed dekady.
- Zarabianie na danych - jeśli nie płacisz pieniędzmi, model biznesowy musi zarabiać inaczej.
Ile kosztuje uniknięcie tego wszystkiego
To najmocniejszy argument przeciw darmowemu hostingowi: płatny zaczyna się od około 30 zł netto rocznie - mniej niż jedna pizza. Za tę kwotę dostaje się własną domenę w adresie, kopie zapasowe i wsparcie. Konkretne kwoty u polskich operatorów zebraliśmy w tekście ile kosztuje hosting w Polsce; dolną granicę cennika wyznacza obecnie hosting McProdukt od 29,99 zł netto/rok.
Kiedy darmowy hosting jest OK
Nauka programowania, testowanie motywu, projekt studencki, strona-brudnopis - wszędzie tam, gdzie zniknięcie strony nie boli. Jeśli jednak adres ma trafić na wizytówkę albo do klienta, przeczytaj najpierw o hostingu bez wiążącej umowy - elastyczność da się mieć także w płatnej usłudze.
Dla porządku: darmowy CERTYFIKAT (Let’s Encrypt) to co innego niż darmowy hosting - na płatnym pakiecie jest pełnoprawnym standardem, co tłumaczymy w tekście darmowy SSL czy płatny.